O Autorce

Okno do logowania na rachunki inwestycyjne klientów. Klik.

Artykuł o potędze wizualizacji. Klik.

Wykres jednej ze spółek WIG20. Klik.

Coś o intuicji Joseph’a Murphy’ego, dodaj do koszyka. Klik.

Zagapiona w monitor, popijając kolejną kawę, kręciła się na obrotowym krześle. Zdarzało jej się nie dokańczać artykułów, otwierała kolejne, bo tyle tytułów kusiło swoją atrakcyjnością. Nosiło ją. Coś nie dawało jej spokoju. Nie bardzo wiedziała co z tym zrobić więc klikała dalej. I tak co dzień, już od jakiegoś czasu.

Intrygowało ją środowisko giełdowe. Jego dynamika. Inspirowało ją to, co tworzą ludzie. No właśnie, ludzie. Miała zgraną ekipę, świetną atmosferę. Była zachwycona.

Przez rok. Potem trochę mniej, ale wciąż, bo tak już miała. Tylko, że pojawiło się to coś w niej czemu nie potrafiła zaprzeczyć. Wyczuwała to kątem oka, ale nie patrzyła wprost. Klikała dalej.

Któregoś dnia klik stał się Klikiem. Myślami wróciła do swojej podróży do Stanów, w ramach programu Camp America. Uczestnicy sami ustalali jak długo zostaną w USA już po zakończeniu pracy na campie. Ze znajomym wybrali maksymalny okres bo miesiąc. Nie przywiozła ze sobą żadnych pieniędzy, za to dodatkową walizkę ciuchów, tonę zdjęć i wspomnienia z podróży od Nowego Jorku po Los Angeles. Zwiedzili 8 popularnych miast, cały miesiąc na couchsurfingu, zaczynając od totalnie pustego profilu, bez żadnej rekomendacji. Ludzie dawali im klucze do swoich domów, prosili o wpisy do księgi gości lub sami oferowali przejażdżki po wzgórzach Hollywood. Było tak intensywnie i orzeźwiająco, że nie dziwił jej powrót do kraju z przytupem, bo kto radosnemu zabroni? Spóźnili się na samolot powrotny i niczym Tom Hanks w filmie Terminal nocowali na lotnisku…

Uśmiechnęła się na samą myśl. Wtedy była w szoku, takie rzeczy oglądała tylko w filmach. Teraz wspominała jak ożywcze było działanie bez zwracania uwagi na to, co inni sobie o niej pomyślą i to nie tylko na lotnisku, bo miesiąc na walizkach sprzyjał hecom. Coś się w niej zmieniło, jakaś iluzja rozpłynęła w doświadczeniu, które pobudziło ją, otworzyło Serce i uwolniło umysł. Pozostawiło smak churros, pulsujące od gorąca Las Vegas skronie, moc i stabilność Grand Canyonu i poczucie wolności, gdy celowo gubiła się w Nowym Jorku.

Oni wybrali miesiąc. Inni wybrali tydzień. Inni wrócili do Polski od razu. Każda wersja była ok. Każdy miał swoje „dlaczego”.

Ze świata tego każdy ma tyleile sam sobie weźmie. Giovanni Boccaccio

Klik.

KLIK.

!

Nagle poczuła nieuchwytną, ale wyraźną głębię wewnętrznego spokoju.

I ciarki na plecach.

Decyzja zapadła.

Nie przyznała się nawet przed sobą, ale zaprzeczyć też nie potrafiła.

Podskórnie wiedziała.

Kontynuowała klikanie.

Prosto po pracy pojechała na zajęcia z salsy.

Trzy miesiące później złożyła wypowiedzenie.

Tą Oną jestem ja, Kasia Koźlińska.

Jestem i miło mi, że i Ty jesteś i czytasz o czymś co sprawiło, że moje życie stało się przygodą. Podchodami, które tak uwielbiałam w dzieciństwie. Podążaniem za znakami. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w tym kierunku to zmierza i że będę chętna na takie postrzeganie życia. To był jeden z momentów przełomowych, które mają to do siebie, że mogą pojawić się gdziekolwiek, jakkolwiek, nigdy nie wiadomo. Podejrzewam, że czujesz o czym mówię 😉

Tak więc…

Klik.

Spodziewaj się niespodziewanego.

?