• Jej ciało jest jak ziemia

    Było to dawno temu, jakoś przedwczoraj. Stała przed lustrem w przymierzalni sklepu czując narastającą złość, kolejne wzburzenie które zazwyczaj prowadziło do entego spięcia pośladów, zaciśnięcia warg i wymamrotania sekwencji słów z gatunku thriller tak, żeby nie wiadomo komu w pięty poszło.  Nie tym razem jednak. Poczuła gorącą falę emocji, już miała przywdziać zbroję i zsunąć przyłbicę, ale wtedy czas się zatrzymał.  Przypomniało jej się jak kiedyś rzucił od niechcenia:  „Ciało jest jak ziemia. Ma swój krajobraz…” *** Usiadła w miękkim fotelu przed lustrem, kurtyna w górę, spektakl rozpoczęty.  W jej lewej stopie wijące węże, namiętność wulkanów i zwycięstwa rodu. W prawej stopie zimne skały, czasy marazmu i nagłe żegnaj.  W…

  • Bliźniacze Natury

    Siedziała w zatłoczonej poczekalni dworca PKP coraz bardziej zirytowana i zmęczona tym, że jej pociąg nie nadjeżdża. Ciężki żar z przyćmionych żarówek wlewał się w jej ciało, złość przemieszana z żalem i poczuciem niemocy krążyła we krwi, strzępki zapowiadanych odjazdów i przyjazdów, niespełnionych oczekiwań i przedawnionych marzeń kołatały w głowie. Stado natrętnych pytań bez odpowiedzi galopowało w kółko wzniecając wokół siebie tumany kurzu. Westchnęła. Jak długo jeszcze…? Tymczasem jej telefon, bardziej tu i teraz niż ona, odbierał kolejne wiadomości od niego.  On: Leżę w szpitalu trzeci tydzień. Mam zapalenie kości i stawów, trafiłem w ciężkim stanie. Jeszcze ponad tydzień i wychodzę. Już się nie mogę doczekać bo skisnąć tutaj idzie. Ona: A…

  • Ona & Ona Dzika

    On: Hejo, jak u Ciebie? Napisał po prawie dwóch miesiącach jej emocjonalnej żeglugi w sztormach głębszych i płytszych, często za burtą skąd wy-łania-ły się przejaśnienia. Dniach spędzonych na wędrówce w mgłach i przemoczonych butach, nocowaniu w opuszczonych jaskiniach i pobudkach na spokojnych przełęczach. Wzięła głęboki wdech. Wydech. Jej roczny zielnik w swych delikatnych szwach już pękał z zachwytu. A gdzie tam koniec roku. Ona: Hej. Gotuję zupę.   Odłożyła telefon i odwróciła w stronę mruczącej mikstury. Popatrzyła na nią spokojnie, wyregulowała płomień. W kilku ruchach posprzątała blat i wyszła z kuchni zostawiając ją w pierwotnym stanie. Jedynie deskę do krojenia, która zwykle stoi oparta tym razem położyła. A na niej mokry…