Sezon 1

#Pola 6 Kobieta Wir

Trzasnęła furtką.  Wzburzona bardziej niż sądziła przeszła przez ulicę i zrobiła to, co zawsze w takich momentach. Wydeptaną od lat wewnętrzną nawigacją skierowała się w stronę oceanu. Czuła, że tym razem nogi poniosą ją dalej niż zwykle. Od kilku dni coś w niej narastało, czuła jej grzejące się ciało. Sytuacja na imprezie, niby żartobliwe zaczepki, tylko roznieciły tlący się płomień. Nie spodziewała się, że gadanie ludzi jeszcze ją tak poruszy. Wyjechał 13 lat temu, a oni wciąż insynuują. Jak można tak długo żyć czyimś życiem? Żachnęła się i o mało co nie przewróciła o wystający kamień. 

Dystans to słowo nagle pojawiło się w jej przestrzeni.  Ok Ok powiedziała głośno wpatrzona w ziemię podnosząc do góry palec wskazujący, jak gdyby chciała uciszyć komentarze kogoś z kim właśnie pertraktowała. Tropikalny las zaszumiał. 

To chyba dlatego, że wszystko wydarzyło się nagle i bez słowa. Po prostu zniknął. Lubiany przez większość, jednego dnia snuli plany, a drugiego dopytywali gdzie jest. Ludzie byli prawie tak samo zdezorientowani jak ona. I chyba, nie zdając sobie z tego sprawy, zwyczajnie tęsknili…

Odruchowo dotknęła swojego kapelusza. Pamięta ten ranek, gdy stała na jeszcze śpiącej ulicy Honolulu, odwróciła się wiedziona intensywnym zapachem kwiatów i wtedy, na tle niebieskiego nieba, zobaczyła czarny kapelusz. Duży, z szerokim rondem i trzepoczącą różową wstążką figlarnie tańczył z wiatrem. Obserwowała ich przez chwilę… jak rozmawiają, flirtują, oboje coraz bardziej ożywieni i zaintrygowani niespodziewanym spotkaniem…. Ocknęła się, gdy kapelusz wirującym ruchem zdecydował się wylądować pod jej stopami. Tego dnia się poznali. Przyleciał na Hawaje w sprawach biznesowych. Szedł tą samą śpiącą ulicą i po prostu zapytał ją o drogę. Zwyczajny początek niezwyczajnych wspólnie przenikających się lat. Kapelusz od tej pory nosiła prawie zawsze. 

Była już przy oceanie, w miejscu do którego turyści nie docierają. Płomień, który czuła w ciele ściągał jej obecność do wnętrza ziemi. Czuła, że coś się kończy… i że coś się zaczyna. Wiedziona szumem fal i powiewem wiatru obróciła się wokół własnej osi i delikatnie lecz stabilnie zatoczyła stopą krąg. Wzięła oddech i poczuła siebie głęboko w trzewiach, w ziemi i niebie, jej źrenice rozszerzyły się. Poczuła przepływ gorącej fali od stóp, wzdłuż kręgosłupa, po cebulki włosów, przymknęła oczy i wzięła głęboki, długi oddech, jakby wciągała samą siebie. Tropikalny las znów zaszumiał. Aha ok gdzieś w oddali jej przemknęło… Tym razem od intensywnego błogostanu tak to się miało zacząć…  

*** 

Tego wieczoru nogi poniosły go dalej niż zwykle. Zmęczony spotkaniami, bez zastanowienia, po prostu wyszedł z apartamentu i ruszył przed siebie. Dotarł na plażę i usiadł na niewielkim wzniesieniu mając przed sobą spektakl barw chowającego się za horyzont słońca. Zwiedził już wiele miejsc, ale hawajskie zachody miały w sobie coś niepowtarzalnego i intrygującego, coś swojskiego co powodowało, że czuło się jak „u siebie”, i jednocześnie coś tajemniczego co rozbudzało zmysły i odwagę na nowe… Gotowość na… do… Pomyślał o niej, ciekawe czy przyjedzie… Pozwolił obrazom i myślom płynąć, wydarzenia ostatnich dni przyniosły sporo emocji, a ilość video konferencji, które przeprowadził przyprawiały go o zawrót głowy już na sam widok komputera. 

Zmrużył oczy i tak siedział przez chwilę, gdy nagle, w oddali, bliżej brzegu dostrzegł unoszący się piasek. Wyostrzył wzrok, ale nic więcej nie zobaczył, za to usłyszał, chyba klaskanie. Zaciekawiony zszedł z wydmy i skierował się w stronę pobliskich drzew, przykucnął. Wtedy czas się zatrzymał, a on zniknął. Patrzył jak urzeczony, wszędzie było cicho, ale zdawało mu się, że słyszy muzykę. To wrażenie było pierwsze, dopiero po nim dotarło do niego co widzi. 

Kobietę, w długiej, czarnej sukni z dwoma wysokimi rozcięciami, w niezwykłym tańcu do niesłyszalnej muzyki, choć czy rzeczywiście nie było tam muzyki, nie był już taki pewien. W tym co widział wszystko było muzyką i tańcem, ruch ręką i śpiew ptaków, fale na oceanie i podmuch piasku. Piękno przyrody zapierało dech w piersiach niemniej to, co nadawało rytm i stanowiło centrum tej sceny, a raczej kto… było zjawiskiem nie z tego świata. 

Smukła, w sprężystym i opalonym ciele przyprawiała go o ciarki jakich jeszcze nigdy nie czuł. Zacisnął dłoń na pobliskiej gałęzi i obserwował, oddychał w skupieniu, to zawsze działało, zwłaszcza gdy coś się w nim działo, choć nie bardzo wiedział co. Blask tej kobiety promieniował wokół, nie mógł widzieć jej twarzy, bo miała na sobie czarny kapelusz, ale czuł jej piękno i moc jednocześnie. Znów wróciło to uczucie swojskości i nieprzewidywalności w jednym. Nagle oniemiał. 

Przez ułamek sekundy zobaczył i poczuł coś co normalnie skwitowałby ściema…  A jednak to się działo… Ocean, plaża, niebo, las, kwiaty, ptaki, zwierzęta, które wyłoniły się z lasu… Natura w swej różnorodnej odsłonie właśnie kłaniała się wirującej kobiecie… 

Te Hawaje mieszają mi zmysły… odezwał się umysł. A może właśnie przywracają im równowagę?… odparło z zadziornym uśmiechem serce. 

***

Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy kątem oka dostrzegła, że ktoś przyczajony w leśnej gęstwinie ją obserwuje. Przymknęła oczy. 

Mężczyzna.  Niespokojny.  Poszukujący.  Coś błysnęło. Hmmmm…. Chce mu się sikać. Uśmiechnęła się kącikiem ust. Znów błysnęło. Coś jeszcze… Zafalowała biodrami. Nagle otworzyła oczy i znieruchomiała. Musi być czujny.  On też.

***

Jego niebieska czapeczka tym razem w głębokim skupieniu obserwowała tylko jeden wariant rzeczywistości, dojrzałą, hawajską kobietę i jej przestrzeń. Niby jeszcze czekała na potwierdzenie, choć czuła to od razu. Ona też.   

Autorką obrazu „Taniec” jest Amada Gatys.
Zapraszam do jej galerii na Fb oraz Insta „Amada Gatys”

2 komentarze

Pozostaw odpowiedź Amada Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *